Archiwum | Uncategorized RSS feed for this section

Ostatnie przygotowania

28 Wrz

W Dużym Pokoju próbowały dziś siostry Fijewskie. Na gorąco uchwyciłyśmy je telefonem, kiedy próba dobiegała już końca…

PF-L – historia o Człowieku, Jego nieograniczoności i Wyzwaniach

25 Wrz

Dr Marcin Miłkowski donosi, że są już tzw. numery sygnalne „Przeglądu Filozoficzno-Literackiego” (numer o filozofii biologii). Zanim dostaniemy w swoje ręce nowy numer, przeczytajmy, co Reda Haddad, reżyser performatywnego czytania „Przeglądu”, ma do powiedzenia już dziś na temat pisma, z którym zmierzy się 6 października w ramach TEATRU CZASOPISM:

Performatywne spotkanie z najnowszym numerem „Przeglądu Filozoficzno-Literackiego” jest dla mnie wielką radością i wyzwaniem.
Jest to numer poświęcony biologii, a co za tym idzie, holistycznemu postrzeganiu homo sapiens.
Myślę, że nieprzypadkowo ten numer „Przeglądu” trafił właśnie na mnie. Od wielu lat jedną z moich największych fascynacji jest kognitywistyka i jej związki z życiem i sztuką.
Teksty są dość szczegółowe i naukowo precyzyjne – wymagają powolnej, skoncentrowanej lektury.
Wiadomo, że scena rządzi się swoimi prawami, dlatego zdecydowałem się „zsyntetyzować” niektóre fragmenty, zdjąć akcenty z „naukowej precyzji” i postawić na „performatywność słowa”.
Bardzo zależy mi na wyjściu poza formę przewidywalnego czytania. Mam nadzieję, że redaktorzy Pisma przyjmą z wyrozumiałością moje egotyczne nadanie sobie uprawnień „nadredaktora”…
Przede mną próby w arcyciekawej ekipie ze wspaniałą i oryginalną aktorką, Agatą Sasinowską oraz nieprzewidywalnie utalentowanym władcą najniższych częstotliwości – kompozytorem i basistą, Januszem Rutkowskim.
Naszym celem jest opowiedzenie historii o Człowieku, Jego nieograniczoności i Wyzwaniach, z którymi My, Ludzie, musimy skonfrontować się już dziś.

Przyznaję się, że mimo iż staram się być „aktywnym intelektualistą”, nie miałem wcześniej zaszczytu spotkać się z potęgą myśli zawartych w innych numerach „Przeglądu”. Teraz już wiem, że na bezludnej wyspie skrzynia wypełniona numerami „Przeglądu Filozoficzno-Literackiego” mogłaby wystarczyć za symulację całego Uniwersum.

Teatralna praca na tak perfekcyjnie zredagowanym materiale, zawierającym w sobie wyjątkowo szeroki horyzont myślowy, to duży przywilej, inspiracja i obowiązek.

Moje reżyserskie ego napęcznieje sukcesem, jeśli tylko uda się nam przekonać choć jednego widza, że Człowiek, zarówno myślą, jak i ciałem, jest nierozdzielnym elementem Kosmosu, a nasza galaktyka to tylko jedna z fal Oceanu Nieskończoności.

Bóg na scenie się przydaje, nawet jeśli jest niemodny

19 Wrz

Jakie wrażenia z lektury „Tekstualiów” wyniosła Natalia Fijewska-Zdanowska? Co szykuje dla nas wraz z siostrami na 29 września? Oto mała zapowiedź:

Przekazane nam „Tekstualia” to numer wyjątkowo »zaangażowany emocjonalnie«. A jednocześnie wyjątkowo »niemodny«. Motyw przewodni – istnienie lub nieistnienie Boga we współczesnej literaturze – wzbudza wielostronne kontrowersje, choć przecież to motyw stary jak świat. Z naszej (czysto teatralnej) perspektywy nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Bóg w literaturze, tak jak w utworze scenicznym, po prostu się przydaje, może nawet jest konieczny. Potrzebujemy go do prowadzenia dyskusji, snucia opowieści. Chcemy i potrzebujemy odnosić się do niego, oskarżać go, złościć się na niego, porównywać z nim, traktować jako istniejący lub nie, ale ważny i stały punkt odniesienia.
W naszym czytaniu będziemy szukać emocji autorów – na temat tych bardzo niemodnych spraw ostatecznych…

Metafizyczne „Tekstualia”, podwójna radość

17 Wrz
Jest „dobra ciemnooka noc”, godz. 2.46, gdy do skrzynki mailowej wpada wiadomość od Żanety Nalewajk. Tuż przed wyjazdem z Warszawy szefowa „Tekstualiów” odpowiada na kilka przesłanych jej chwilę wcześniej pytań. Krótkie piłki Joanny, pogłębione komentarze Żanety – potraktujcie to jak rozgrzewkę przed Wielkim Szlemem (przypominam raz jeszcze, część pierwsza już 29 września – Australian Open…? Czemu nie?).
 

– Czego się spodziewasz po udziale „Tekstualiów” w TEATRZE CZASOPISM, czy masz jakieś nadzieje, oczekiwania?
Bardzo cieszę się z zaproszenia „Tekstualiów” do udziału w projekcie Teatr Czasopism. Radość jest podwójna. Pierwszy powód wiąże się z tym, co nieustannie fascynuje mnie w prowadzeniu czasopisma, czyli z kulturotwórczym doświadczeniem międzyludzkim. Kiedy ukierunkuje się je na realizację wspólnych projektów, potężna – choć nie zawsze łatwo dostrzegalna i nie zawsze doceniana tak, jak na to zasługuje – energia intelektualna i twórcza wyzwala się i materializuje najpierw w postaci tekstów publikowanych w kolejnych wydaniach „Tekstualiów”. Projekt Teatr Czasopism stwarza szansę na pokazanie tego, że utwory drukowane w czasopiśmie nie są przeznaczone jedynie do cichej lektury i że mogą wybrzmieć donośniej. Drugi powód do radości ma związek z tym, że wspomniana energia intelektualna i twórcza zmaterializuje się teraz również w innej, teatralnej formie. Rezultaty tego przedsięwzięcia dla mnie samej będą niespodzianką. To ciekawe przeżycie, posłuchać melodii tekstów, zobaczyć utwory, nad których doborem, redakcją i kompozycją pracuje się czasem wiele miesięcy, w reżyserskiej interpretacji, a zatem przefiltrowane przez literacką i teatralną wrażliwość innego człowieka, wkładającego w przygotowanie adaptacji wiele pracy.

– Co sądzisz o mariażu teatru i czasopism?
Mariaż czasopism i teatru – o ile uda się go z powodzeniem zrealizować – wydaje mi się świetnym pomysłem, który ma zresztą bardzo dobre dwudziestowieczne tradycje, żywe na przykład w dwudziestoleciu międzywojennym. To szansa na zaakcentowanie kulturotwórczej roli periodyków kulturalnych, lepszą promocję autorów (tego we współczesnej kulturze ciągle brakuje, sensownych działań tego typu nigdy nie za wiele).

– Które teksty w najświeższych „Tekstualiach” mają wg Ciebie najbardziej sceniczny potencjał?
Spośród utworów publikowanych w numerze „Tekstualiów”, którego tematyczny dział artykułów został poświęcony został najnowszej poezji metafizycznej, za najbardziej sceniczne uważam teksty Piotra Mitznera, Leszka Szarugi i Piotra Klingera. Wskazanie na tych autorów nie jest przypadkiem. Dla dwóch z nich doświadczenie teatralne pozostaje pasją, a zarazem było lub jest niemal codziennością. Piotr Mitzner to przecież nie tylko świetny poeta, lecz także teatrolog o olbrzymim doświadczeniu w pracy w działach literackich teatrów, m.in. Teatru Powszechnego w Warszawie, Teatru im. S. Jaracza w Łodzi. Z kolei Piotr Klinger to zarówno młody pisarz, jak i reżyser oraz aktor. Mówiąc o potencjale scenicznym tekstów tych autorów, nie mam na myśli tego, że można je łatwo przyporządkować do grupy utworów zaliczanych do rodzaju literackiego, jakim jest dramat. Teksty te są sceniczne w inny sposób. W wypadku prozy Piotra Klingera O Bogu, diable i dwóch braciach tej sceniczności sprzyja między innymi stylizacja gwarowa, w przypadku sylwy Leszka Szarugi na ową potencjalną sceniczność składają się wewnętrzna dialogowość Wyświetlenia oraz słowno-muzyczny cytat ze znanego hymnu (nie zdradzę, jakiego), na który została przypuszczona znaczeniotwórcza szarża lingwistyczna. Największym wyzwaniem wydaje mi się jednak realizacja sceniczna poematu Piotra Mitznera Jutro lustro. Poemat jest świetny językowo. Zwraca uwagę bogactwem zabiegów lingwistycznych, które powodują, że zwięzłość wersów rekompensowana jest ich wieloznacznością uzyskiwaną na różne sposoby, między innymi poprzez redukcję znaków interpunkcyjnych. Zachowanie tej polisemii w realizacji teatralnej wymaga nie lada inwencji. To zadanie dla reżysera, który jest poetą sceny wrażliwym na wizualną stronę poematu oraz na bogactwo brzmieniowe wynikające między innymi z wyzyskania fałszywych etymologii słów, paronomazji, przekształceń związków frazeologicznych. Wszystko to (i nie tylko to) składa się na świetny tekst o ciele i słowie, rozpoznaniu płci oraz upływającym czasie. Moje głębokie przekonanie o możliwości pokazania, a nie tylko odczytania tego poematu na scenie, wynika z jednego z największych przeżyć teatralnych, którym był spektakl Kosmos w reżyserii Jerzego Jarockiego, oparty na kanwie ostatniej powieści Witolda Gombrowicza i wystawiany w Teatrze Narodowym w Warszawie. W tej inscenizacji reżyser, którego śmiało można nazwać poetą sceny, zmierzył się z poetą prozy. Efekt teatralny tego spotkania okazał się znakomity. Sceniczność nie sprowadzała się do zaakcentowania wizualnej warstwy tego tekstu, tym bardziej nie była budowana głównie w oparciu o scenografię – wyróżniającą się w tym wypadku właśnie minimalizmem. Wynikała natomiast ze świadomej pracy ze słowem i niecodziennej wrażliwości Jarockiego na jego poetycką nadorganizację. Można by długo opowiadać o zastosowanych przez reżysera technikach przekładu języka prozy Gombrowicza na język teatru. Po tym spektaklu przestałam wierzyć w istnienie „tekstów wybitnych, ale niestety niewystawialnych”. Od tamtej pory myślę o relacji tekst – teatr w kategoriach bardziej lub mniej udanych przedstawień.

– Czy zdarzyła się jakaś humorystyczna lub po prostu interesująca sytuacja związana z najnowszymi „Tekstualiami”, którą mogłabyś przytoczyć? Jaka?
Kiedy decydujemy się na opracowanie jakiegoś tematu w czasopiśmie, często idziemy pod prąd modom panującym w kulturze. A metafizyczność, pomimo tego, że nie przestaje zaprzątać uwagi poetów, z pewnością nie należy ostatnio do tematów modnych, wyjątkowo chętnie podejmowanych przez krytyków literackich i badaczy literatury. Samo pojęcie metafizyczności nie jest jednoznaczne, można tę kategorię rozumieć na wiele sposobów. Dla przykładu Witkacy, pisząc o zaniku uczuć metafizycznych (które, w jego przekonaniu, nie muszą być ani tożsame z religią, ani krzepić lub utwierdzać w poczuciu harmonii), podkreślał, że trzeba je nieustannie wzbudzać, ponieważ to właśnie w konsekwencji niepokoju metafizycznego rodzą się największe duchowe – artystyczne i intelektualne – dzieła człowieka. Okazało się jednak, że metafizyczność jako temat numeru czasopisma powodować może także nieporozumienia (założenia kolejnych edycji „Tekstualiów” publikujemy zwykle na naszej stronie internetowej). Sporym zaskoczeniem był jeden z maili, który wpłynął na skrzynkę redakcyjną, zawierający – zamiast artykułu naukowego poświęconego najnowszej poezji metafizycznej – zdjęcie domowej kapliczki, na którym dewocjonalia sąsiadowały z kablem od telewizora uchwyconym (raczej nieintencjonalnie) na pierwszym planie kadru.

– Kto najczęściej czyta „Tekstualia” i dla kogo przede wszystkim wydajesz to pismo?
„Tekstualia” to wielopokoleniowe czasopismo naukowo-literackie, któremu bliska jest refleksja interdyscyplinarna. Adresowane jest do osób w różnym wieku, od studentów począwszy (zdarzają się też czytelnicy licealiści), na literaturoznawcach, twórcach i miłośnikach literatury skończywszy. Publikujemy w czasopiśmie literaturę, rozmowy, recenzje, przekłady, czasem też eseje (ale nie za często, bo wybitne eseje powstają niezwykle rzadko) oraz artykuły naukowe. Lektura tekstów z działu Artykuły wymaga oswojenia się z językiem dyscypliny, o rzeczowość którego bardzo dbamy. Programowo staramy się unikać publicystyczności oraz stylu, który potocznie i nietrafnie nazywa się eseistycznym, a który często w istocie ma niewiele wspólnego z eseistyką zasługującą na głębokie uznanie. Wiadomo przecież, że brak precyzji wypowiedzi nie czyni z autora wybitnego eseisty, podobnie jak to, że tekst nie jest naukowy, nie oznacza automatycznie, że pasuje do niego miano świetnego eseju lub dobrej publicystyki.

– Bez kogo „Tekstualiów” by nie było?
„Tekstualiów” nie byłoby bez (rozumianych nieinstytucjonalnie) Tekstualiów, czyli bez dobrych autorów, bez osób, którym zdarza się redagować teksty zamiast spać, bez osób, które martwią się, jak znaleźć pieniądze na wydawanie czasopisma, bez osób, które tworzą przyjazne, otwarte światopoglądowo i nastawione dialogowo środowisko literackie i literaturoznawcze, bez osoby, która dba o to, żeby pismo dotarło do czytelników, bez osób, które rezygnują z innych form spędzania czasu i wybierają wycieczkę do biblioteki, żeby poczytać czasopismo, bez osób, które rezygnują z innych wydatków i postanawiają zamówić prenumeratę, a potem czytają kolejne numery, bez osób, które myślą z troską o losie literatury i kultury polskiej. Takich osób na szczęście ciągle jest wiele. Mam nadzieję, że to wystarczy do tego, żeby „Tekstualia” mogły dalej się rozwijać.

Zobacz nas na mieście

13 Wrz

Dzisiaj wypuszczamy w świat plakat promujący nasze wydarzenie. Autorką projektu materiałów graficznych Teatru Czasopism jest Karolina Kotowska.

Wino, teatr i czasopisma

8 Wrz

Spełniło się jedno z marzeń koordynatorki tego projektu – znaleźli się Przyjaciele, którzy dzięki swojej hojności pozwolą na zbliżenie konwencji naszych spotkań do greckiego sympozjonu :). Alewino.pl to z pewnością jedno z najprzyjaźniejszych miejsc na „winnej” mapie Warszawy – miłośnicy dobrego wina powinni więc przejść się na ulicę Mokotowską 48. W epoce archaicznej i klasycznej sympozjon przyczynił się do rozwoju malarstwa wazowego, kultury i poezji. Dzięki specjalistom z alewino.pl będziemy mogli spróbować kombinacji wina, teatru i – to przede wszystkim – literatury wziętej wprost z czasopism kulturalnych. A skosztujemy Napier Cabernet Sauvignon 2004 (wino z południowej Afryki) oraz czerwonego wina z Sycylii – Cole del Mandrollo z winnicy Fuedo Montoni, zajmującej się winogrodnictwem i produkcją wina od trzech pokoleń. Taka sympatyczna wizja już dzisiaj może rozgrzewać naszą wyobraźnię, przygotowując na jesienne chłody…
Więcej o alewino.pl przeczytacie również tutaj. Polecamy.

Świat bez książek?

3 Wrz

Czy wyobrażacie sobie świat bez książek? Rzędy pustych półek, na których stoją tylko fotografie, figurki słoni i wyschnięte kasztany. A może taki świat nie byłby zły? Czysty, sterylny, bez roztoczy i innych alergizujących żyjątek. Zresztą coś musiałoby zapełnić pustkę. Książka to nie tylko dwie okładki obejmujące wachlarz kartek, to przede wszystkim historie, opowieści, idee. A te mogą krążyć podawane z usta do ust (powrót do praźródeł), wirować w cyberprzestrzeni lub mieścić się w czytnikach.

Z czym więc może się kojarzyć hasło: świat bez książek? Jakie są Wasze skojarzenia? To upadek czy otwarcie nowych kanałów percepcji? Przeraża Was wizja braku książek czy po prostu w nią nie wierzycie?

Kwartalnik literacki „FA-art” także zadał to pytanie. W nocie przewodniej do numeru czytamy m.in.: „Niszcząc książki w sensie materialnym, niszczący mimowolnie składają hołd samej idei książki, widząc w niej nośnik tożsamości i samowiedzy. Kłopot w tym, że współcześnie właśnie ta idea wydaje się problematyczna, co może skutkować nie tyle niemożliwością, co nieistotnością „bibliokaustów”. Zdegradowana książka w coraz mniejszym stopniu jest postrzegana w perspektywie symbolicznej – nawołując do sięgania po nią, zapewniając o jej wartości, w gruncie rzeczy przyznajemy, że jej ranga w kulturze współczesnej znacznie się zmniejszyła.”

A oto spis treści artykułów, którym patronuje hasło: Bibliocaust. Świat bez książek?

Marta Baron: Literatura łatwopalna
Ryszard Knapek: Targi książki (o życie)
Piotr Bogalecki: O hipertekstologii
Olga Filipowska: Czas przeszły dokonany
Krzysztof Hoffmann: Problemy i dylematy młodej krytyki literackiej

Czy czeka nas przyszłość bez książek?

Znalezione w prasie codziennej

26 Sier

 

W środowej (24.08.2011) „Rzeczpospolitej” mogliśmy poczytać, co na temat relacji: prywatne – zawodowe w teatrze sądzi Natalia Fijewska -Zdanowska. Jej wypowiedź została zacytowana w artykule zapowiadającym nowy spektakl teatru Polonia pt. „Po co są matki?”.

„Nie jestem do końca przekonana, że udaje się oddzielić w pełni relacje prywatne od zawodowych, ale jednocześnie wydaje mi się, że tego rodzaju twórczość poprzez większą odpowiedzialność i szczególny rodzaj porozumienia może zyskać na głębi.”.

A jakie jest Wasze zdanie – czy relacje rodzinne mogą zaszkodzić wspólnej działalności artystycznej?Natalia Fijewska-Zdanowska o relacji prywatne/zawodowe

Dzieje się!

23 Sier

Dziś kolejne spotkanie zbliżające teatr do warszawskich czasopism, a czasopisma do przestrzeni spektaklu. Po wielu rozmowach telefonicznych, e-mailach i SMS-ach wreszcie zobaczyłyśmy się z Natalią Fijewską-Zdanowską. Rzecz jasna, spotkałyśmy się w Dużym Pokoju, do którego co raz to zaglądamy z zaproszonymi do projektu reżyserami. Przypominam, że drzwi pracowni staną otworem przed naszą publicznością już 29 września – wtedy właśnie Natalia (która na co dzień razem z siostrami prowadzi Fundację Artystyczną MŁYN) wyreżyseruje performatywne czytanie „Tekstualiów”. Jak widać na fotce obok, numer poświęcony poezji metafizycznej trafił już do rąk pani reżyser. Ciekawe, co z tego wyniknie…

Ta sama fotogeniczna okładka „Tekstualiów” pojawiła się w pierwszej notatce zapowiadającej imprezę w mediach napisanej przez dziennikarza z Łodzi, Marcina Bałczewskiego – od kilku godzin można ją znaleźć w Sieci. Sprawdźcie sami.

19 Sier

Reżyserzy Teatru Czasopism nie próżnują. Przez cały sierpień Igor Gorzkowski wczytywał się w dwa najnowsze numery „LiteRacji”, które zabrał ze sobą aż na Ukrainę – nie możemy się doczekać, aż opowie nam o swoich wrażeniach z lektury. Kto zaś ciekaw jest przedstawień Joanny Grabowieckiej, która w Dużym Pokoju zinterpretuje czasopismo „FA-art”, powinien wybrać się na VIII Festiwal Kultury Żydowskiej Warszawa Singera (cały program dostępny na http://festiwalsingera.pl/).

Już 28 sierpnia o godz. 18.30 zapraszamy na „AKACJE I CYNAMON. MONTAŻE”Scenariusz i reżyseria: Joanna Grabowiecka. (Mała scena Teatru Żydowskiego, I piętro, Plac Grzybowski 12/16). Spektakl powstał w oparciu o fragmenty korespondencji i prozy Brunona Schulza, Debory Vogel i innych oraz Regiony wielkiej herezji i okolic Jerzego Ficowskiego. Na festiwalu zostanie pokazany w formie „work in progress”.

Kilka dni później, 1 września o godz. 22.00 w Klubie Mamele, Plac Grzybowski 12/16 odbędzie się czytanie performatywne na podstawie „Pamiętnika Dawidka Rubinowicza” pt. RESZTA NIE JEST MILCZENIEM”. Scenariusz i reżyseria: Joanna Grabowiecka. Oba festiwalowe wydarzenia są biletowane bądź wymagają potwierdzenia obecności. My na performatywne czytanie czasopisma w reżyserii Joasi Grabowieckiej zapraszamy 13 października – WSTĘP WOLNY! 🙂