Słowa, słoma, smoła – Milena o spotkaniu z „FA-artem”

17 Paźdź

Milena Płoszaj przyszła na spotkanie 13 października i napisała relację, którą publikujemy poniżej.

Za nami trzecie spotkanie performatywnego Teatru Czasopism. Tym razem na warsztat wzięty został kwartalnik literacko-artystyczny „FA-art”.

Słowa, słoma, smoła
Te na pozór dziwacznie zestawione wyrazy z wiersza Joanny Mueller pojawiały się w spektaklu wielokrotnie. Jak się jednak okazało, miały one swój bardzo wyraźny sens, nie stanowiły jedynie korelacji w zakresie brzmienia. Połączenie „słowa słoma” umieszczone zostało w opozycji do „mowy trawy”. Smoła to substancja bardzo lepka. Jeżeli więc słowa mają być jak smoła, znaczy to, że mają zostać w naszej pamięci na dłużej, przykleić się, utkwić w myślach, a nie bezpowrotnie ulecieć.

Spektakl
Performance odbywał się w Pracowni Duży Pokój. Przybyli goście zajmowali kolejno miejsca siedzące, toczyli między sobą rozmowy w oczekiwaniu na przedstawienie. Po przeciwnej stronie znajdowali się aktorzy, było ich troje: Klara Bielawka, Julia Pogrebińska i Sebastian Świerszcz. Siedzieli a to na parapecie, a to gdzieś w kąciku, i czytali na głos książki. Na głos, ale jakby do siebie, w ogóle nie zwracając uwagi na widzów. Mogło się wydawać, że jest to ich ostatnia, generalna próba. Przebijały się wśród publiczności nieśmiałe pytania o to, czy przedstawienie już trwa. Luźne rozmowy zamieniały się w szepty, potem w szmery, aż w końcu całkiem ucichły. Aktorzy czytali dalej.
Później usiedli na krzesłach na scenie, przodem do widzów i odczytywali fragmenty tekstów teoretycznych z najnowszego numeru pisma. Trzeba oddać im sprawiedliwość, że grali słowem z wielkim zaangażowaniem. A nie było to zadanie łatwe. Granie tekstem czasopisma diametralnie różni się od wypowiadania słów ze scenariusza filmu czy sztuki teatralnej. Czasopismo wydaje się do takiej roli w ogóle nie pasować. A tymczasem byliśmy świadkami doskonałego przedstawienia: aktorzy z zacięciem referowali teksty teoretyczne, ale też podpowiadali sobie nawzajem przypisy. Całość brzmiała bardzo ciekawie. Było to na pewno coś nowatorskiego, twórczego.
Na scenie królowało słowo, od którego nie odwracały uwagi ani stroje aktorów, ani scenografia. Reżyserka, Joanna Grabowiecka, zdecydowała się jedynie na umieszczenie w szybach okiennych pojedynczych kartek z książek na tle szarego, pakowego papieru. Okazało się to trafionym pomysłem. Po spektaklu ktoś nawet zauważył, że te kartki z jednej strony symbolizują bliskość książki, a z drugiej jednak są niedostępne, ponieważ oddziela nas od nich okienna szyba.  Właśnie o dostępności książek uczestnicy dyskutowali jeszcze długo po oficjalnym zakończeniu spotkania.

Czy istnieje bibliocaust?
Kiedy przedstawienie się zakończyło, a brawa dla aktorów i reżyserki ucichły, zebrani goście usiedli w kręgu, by na gorąco porozmawiać o tym, jak faktycznie wygląda stan czytelnictwa w Polsce i czy grozi nam bibliocaust. Bardzo miłe było to, że po raz pierwszy aktywnymi uczestnikami rozmów byli też grający wcześniej aktorzy i reżyserka spektaklu. Dyskusję poprowadzili Agnieszka Kozłowska z Fundacji Otwarty Kod Kultury i Konrad Kęder, redaktor naczelny „FA-artu”.
Z badań wynika, że coraz więcej książek trafia do coraz mniejszej liczby odbiorców. Pocieszające jest to, że czytający sięgają po książki częściej i kupują ich więcej, ale co z resztą społeczeństwa? Czy naprawdę zanika w nas potrzeba kontaktu z literaturą? Patrząc na współczesną młodzież, trzeba by chyba powiedzieć, że czytanie nie jest dla niej zbyt atrakcyjną formą spędzania czasu. Lecz wzrost lub spadek czytelnictwa zależy przecież od każdego z nas.
Spieraliśmy się również o przewagę książki papierowej nad elektroniczną lub odwrotnie. Czy rzeczywiście przedstawiciele młodego pokolenia wolą tzw. e-booki?Konrad Kęder przyznał, że z książek elektronicznych korzysta od dawna i nie widzi w tym żadnego problemu, ponieważ najważniejszy jest dla niego sam fakt czytania, a nie fizyczny kontakt z książką jako przedmiotem materialnym. Zresztą, cyfryzacja rzeczywistości jest nieunikniona, dlatego najlepszym i jedynym sensownym wyjściem jest efektywne korzystanie z dóbr techniki. Nie grozi nam chyba całkowite załamanie się rynku książek papierowych, ale jeżeli się tego obawiamy, kupujmy i czytajmy jak najwięcej, wtedy książka na pewno przetrwa.

Czwartkowe spotkanie należy zaliczyć do udanych. Jak inaczej ocenić inspirujące przeżycie artystyczno-intelektualne w miłym towarzystwie?
Dla tych, którzy nie wybrali się jeszcze na Teatr Czasopism, mam dobrą wiadomość. Kolejne (choć ostatnie) spotkanie odbędzie się w najbliższy czwartek. Serdecznie zapraszam!

Komentarze 2 to “Słowa, słoma, smoła – Milena o spotkaniu z „FA-artem””

  1. Demolay 19/10/2011 @ 11:22 #

    Fajnie!

  2. kwartalnik literacki „FA-art” 18/10/2011 @ 00:09 #

    Jako redakcja „FA-artu” dodamy, że bardzo ciekawe rozwinięcie triady słownej: Słowa, słoma, smoła i kryjących się w niej wielorakich znaczeń znajdziecie w tekście Marty Baron „Literatura łatwopalna” w najnowszym numerze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: